Ghost

szaman | 09 kwietnia 2008

Opiszę teraz najbardziej niesamowite zdarzenie, jakie mi się kiedykolwiek przytrafiło. Do tamtej pory tylko słuchałam lub czytałam opowieści o kontaktach z innym wymiarem, duchach itp. Oczywiście jako ktoś, kto bliżej się zapoznał z ReiKi, czułam na „własnej skórze” pewną energię , nigdy jednak nie przeżyłam czegoś tak konkretnego, nie pozostawiającego wątpliwości i nie odczuwałam takiej grozy… Leżałam w łóżku w moim pokoju, była noc. Od strony nóg, z lewej strony pojawiła się jakaś przerażająca postać. Początkowo przypominała ciemną chmurę, w miarę, jak się szybko zbliżała, rosła i przybrała kształt nienaturalnie wielkiego mężczyzny. Wiedziałam że śpię, miałam zamknięte oczy, lecz mimo to widziałam wszystko i nawet starałam się odwracać „wzrok” od twarzy tej postaci, bo wiedziałam, że jest potworna i jak na nią spojrzę to … przegram? Czułam zwierzęcy wprost strach, czułam go nawet wtedy, kiedy w rogu pokoju niczego jeszcze nie widziałam, kiedy nawet nie miałam świadomości tego że śpię, „obudziłam” się już z tym strachem. Ten stan był tak intensywny, że czułam się, jak bym została nagle schwytana w czasie panicznej ucieczki, byłam całkowicie sparaliżowana, po prostu nigdy jeszcze nie przeżyłam tak „czystego” uczucia strachu, wypełniającego mnie tak całkowicie, że wypierał wszelkie inne doznania. W miarę jak TO się zbliżało, uczucie to intensywnie narastało, dodatkowo jeszcze zaczynałam czuć, jak moje ciało cierpnie, jakby całe było bombardowane maleńkimi bolesnymi drobinami. Kiedy postać stanęła przy moim lewym ramieniu, każda komórka mojego ciała krzyczała „UCIEKAJ!!!”, nie odczuwałam już nic innego, tylko tą przerażającą obecność, nie miałam kontroli nad ciałem, intensywność fizycznych odczuć powodowała tylko, że (miałam takie wrażenie, odczuwałam wszystko jak za mgłą) moja głowa była przedziwnie przegięta do tyłu… Postać opadła na mnie niczym szara mgła, wniknęła we mnie, po czym wszystko się uspokoiło… byłam cały czas w moim własnym pokoju, nie czułam niczego szczególnego, nawet strach się gdzieś ulotnił, było tak jak zwykle. Poza tym, że ciągle byłam we śnie i miałam świadomość, że w moim ciele zagościł sobie jakiś nieproszony „byt” i muszę się ratować! I tylko przez moment nie wiedziałam, co robić. Od pół roku miałam ReiKi i niemal automatycznie, tak jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie, zaczęłam mówić pięć wskazań Władcy Meiji. Początkowo chciałam je powiedzieć trzy razy, ale w miarę, jak kończyłam je mówić pierwszy raz, zaczęły powracać odczucia fizyczne. Znów byłam bombardowana tysiącami drobin, po całym ciele rozchodziły się bolesne „mrówki”, było to tak intensywne, że aż nie do zniesienia, czułam, że rzucałam całym ciałem na boki, miałam wręcz wrażenie, że to mnie tak rozpiera, że aż nie mieszczę się w „sobie” i unoszę się w powietrzu. Jednocześnie znałam „myśli” tego, co do mnie wlazło- było na mnie złe, że się tego chcę pozbyć tak podstępnie, to było dla niego nie do wytrzymania, jak ja mogłam tak postąpić, zdradzić, to „coś” miało do mnie żal! „Coś”, gdyż to, co wyskoczyło z mojej klatki piersiowej, nie było już takie silne, raczej biedne i małe, wyglądało jak bezkształtna, postrzępiona szara chmura, przetoczyło się przez moje lewe ramię (jak spuszczony balon) i „spadło” za tapczan… wtedy się obudziłam. Spokojnie otworzyłam oczy. Nade mną coś było. W pierwszej chwili to, co zobaczyłam nie wydało mi się wcale dziwne. Zamiast zaskoczenia poczułam spokój i radość. Potem , kiedy to już znikło, uświadomiłam sobie, że teraz jestem na jawie i nawet jeśli tamto wydawało mi się snem, to teraz to, co widziałam, już nim nie jest! Tuż nad moją twarzą były dwie małe, świecące dłonie. Światło, które z nich emanowało było białe, poprzetykane żółtymi promyczkami. Jednocześnie całe się błyszczały, zupełnie tak, jak by należały do małego, złotego posążku, który stanął u wezgłowia i położył mi ręce na twarzy. Zauważyłam je niemal na granicy percepcji, tak szybko znikły, jednocześnie jednak wyraźnie widziałam okrągłe i błyszczące poduszeczki palców i całych dłoni. Wyglądały zupełnie tak, jakby były cierpliwie wyrzeźbione i oszlifowane. Wycofywały się, jednocześnie znikając w białej mgiełce. Czułam się zupełnie tak, jakbym odbyła z nimi długą rozmowę i teraz ich widok mi to przypomniał. I nagle ogarnęła mnie ta DZIKA RADOŚĆ, bo zrozumiałam, co zobaczyłam. Wspomnienie z koszmarnego przeistoczyło się w cudowne. Aha, jeszcze jedno: ciemna postać pojawiła się podczas ciemnej nocy, rączki natomiast widziałam na tle świtu… I jeszcze jedno: czuję się naprawdę zaszczycona !!! : )))

Inga Świąder 29 08 2002

Zdarzenie miało miejsce w nocy z 27 na 28 08 2002

Prawdziwe historie | Komentarze (0)

Trackback URI | Komentarz RSS

Komentarz